Duchy Starówki

Zaczęło się dość nieciekawie, tłum ludzi zebranych pod kolumną Zygmunta o godzinie 19.00 i nic…

No niezupełnie, bo na schodkach koncertował jeden człowiek na instrumencie dętym, z którego co chwila buchał płomień (nie z człowieka – tylko z instrumentu). Ale nie był to przedstawiciel zapowiadanego widowiska, gdyż człowieka można tam spotkać dość  często. Jednak  dzięki temu opóźnieniu miał swoje przysłowiowe „pięć minut.

W końcu zaczęło się. Na wierzy pojawiła się nijaka „Biała dama”, machająca rękoma tak z 15 minut, a w tłumie z kolei jakby z pod ziemi wyrosło się dwóch szczudlarzy,  którzy  towarzyszyli nam do samego końca, pełniąc rolę prowadzących tłum, jak również porządkowych ustawiając ludzi co chwila gromkim „huuuuuu” i „uaaaaa”.

Chodź początek nie wydawał się zachęcający to już dalej było powiedzmy co najmniej nieźle. Pojawił się prowadzący w cylindrze Sebastian Łabęda (inf. ze strony „Duchy Starówki” ) – muszę powiedzieć że swoją rolę odegrał znakomicie. Zaczęło się przedstawienie. Przedstawienie które swoim zasięgiem objęło prawie całe „Stare Miasto”. Tłum prowadzony przez szczudlarzy przemieszczał się zaplanowaną trasą z przystankami, na których były odgrywane sceny z nimi związane,  przy opowieściach prowadzącego.

Na początek scena na Placu Zamkowym (niestety akurat tę scenę przegapiłem i jedyne co o niej mogę powiedzieć to,  to co wyczytałem w sieci ). Scena obok Zamku Królewskiego,  gdzie Król Zygmunt wywoływał ducha Barbary Radziwiłłówny. Następnie tłum prowadzony przez szczudlarzy i pana Sebastiana przeszedł na Plac Kanonie,  gdzie z kolei mogliśmy usłyszeć historię o dawnym cmentarzu, znajdującym się w tym miejscu. W scenie tej pojawiły się duchy – które już towarzyszyły nam do końca tego przedstawienia. Legenda głosi że założyciele miasta zostali pochowani właśnie na tym cmentarzu. Kolejnym punktem była Gnojna Góra i opowieść o Syrence Warszawskiej. Dalej  miejsce które upatrzyły sobie dawne kurtyzany Warszawskie. Tutaj z kolei (zmieniając na chwilę temat ) byłem światkiem śmiesznej rozmowy. Dialog jednego starszego pana i jego żony. Pan z wielkim zaangażowaniem starał się uwiecznić jak najwięcej na zdjęciach z tych widoków ( a były naprawdę mile cieszące oko dla męskiej części widowni ) Żona natomiast rezolutnie powtarzała „zrób jedno zdjęcie i idziemy”

Ze sceny będącej elementem już oficjalnym wycieczki było podejście dwóch spragnionych uciech dawnych panów i chwila zabawy z paniami (zabawy polegającej na tańcu nie żeby od razu….;) ). Tutaj szczególnie zwróciła uwagę jedna z nich, która w bardzo ładny sposób komentowała męskie zainteresowanie. Robiła to naprawdę jak świetna aktorka (pewnie nią była  skoro się tam znalazła). Po nasyceniu męskich oczu  tymi widokami, przyszedł czas na zejście do dawnej rzeczywistości, i to w zdecydowanie mniej dla wielu osób z tamtych czasów ciekawej. Najpierw spotkanie z Bazyliszkiem (smokiem nie restauracją)  a następnie miejsce gdzie swoją powinność czynił Kat.

Tutaj tłumowi objawił się nowy talent aktorski. Młody chłopiec Bartek zaproszony z publiczności aby odegrać rolę skazanego , aby można było zaprezentować prace kata. Bartek jednak nie położył się biernie na ziemi, tylko starał się z zaangażowaniem swoją rolę odegrać, nie dając się „ściąć” oraz wykrzykując to,  co często krzyczeli skazani. Mi utkwiło w pamięci szczególnie jedno zdanie: „Nieee , jeszcze tyle mam w życiu do zrobienia…” naprawdę robił to bardzo przekonująco, za co na koniec został  nagrodzony. I słusznie.

Na zakończenie widzowie przeszli  w miejsce gdzie w dawnych czasach odbywały się targi, a na nich występy. Byliśmy światkami żonglerki, tańca z ogniem i kilku pokazów zręczności. Na zakończenie człowiek z akordeonem który towarzyszył nam w tej wycieczce pięknie zaśpiewał piosenkę z której w głowie utkwiły mi dwa słowa szczególnie „zegar bije…”

Widowisko,  choć na początku nie wyglądało na zbyt porywające, szybko okazało się naprawdę świetnym przedsięwzięciem, poznaliśmy kilka charakterystycznych legend warszawskich oraz dowiedzieliśmy się kilku ciekawostek. Na chwilę znaleźliśmy się w dawnej Warszawie, dzięki temu że było ciemno i nie było aż tak widać dzisiejszej cywilizacji poczułem się jakbym tam był, w tamtych czasach.  Także do tej pory nie wiedziałem że kat ścinał szlachtę mieczem a zwykłych ludzi toporem…

Jako jeden z uczestników na koniec chciałbym bardzo podziękować Stowarzyszeniu Teatralna Chata – bo z tego co się doczytałem oni są autorami tego show, za kawał świetnej roboty. I do zobaczenia za rok …. Mam nadzieję…

Krótkie filmy z tej imprezy znajdziecie Państwo w dziale Media

Artykuł zamieszczony dzięki uprzejmości serwisu www.metamorphoza.pl którego serwis jest autorem i właścicielem. Zdjęcia użyte w artykule są także własnością serwisu Metamorphoza i zostały umieszczona za jego wiedzą i zgodą

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *