Jan Kiliński

Jan Kiliński urodził się w 1760 w Trzemesznie w Wielkopolsce.  Gdy miał 16 lat zmarł jego ojciec.  Zawodu szewca uczył go brat w Poznaniu. w 1788 roku uzyskał tytuł mistrza szewskiego. Do Warszawy przybył w roku 1780, gdy miał 20 lat.  Nie potrzebował wiele czasu aby zaskarbić sobie sympatię swoich klientów a głównie klientek. Z jednaj strony dlatego ze był świetnym fachowcem z drugiej ze względu na przyjazny charakter.   Jego wyroby były także na dworze królewskim.

Jana Kilińskiego także znamy jako pułkownika walczącego w Powstaniu Kościuszkowskim. W dniach 17 (Wielki Czwartek) i 18 kwietnia 1794, w czasie Insurekcji Warszawskiej stanął na czele ludu.

19 kwietnia insurekcja przyłączyła się do Powstania Kościuszkowskiego i uznała Kościuszkę za Najwyższego Naczelnika Siły Zbrojnej Narodowej. Władzę przejęła Rada Zastępcza Tymczasowa, w skład której wszedł także Kiliński. 28 czerwca 1794 roku Kiliński wysłał oddziały z Warszawy na front. 2 lipca 1794 został mianowany przez Kościuszkę pułkownikiem.

Pod koniec powstania został pojmany przez Prusaków i wydany Rosjanom. Po wyjściu z więzienia w Twierdzy Pietropawłowskiej w Petersburgu w 1796, zamieszkał w Wilnie, gdzie brał udział w konspiracji za co został ponownie pojmany przez Rosjan i wywieziony w głąb Rosji. Po powrocie z niewoli nie angażował się w życie publiczne, natomiast pisał pamiętniki. Zmarł 28 stycznia 1819 w Warszawie i został pochowany pod kościołem na warszawskich Powązkach, lecz jego mogiła została zniszczona w czasie przebudowy kościoła.

Rynek Staromiejski

Artur Oppman

I
Wśród kamienic niebotycznych
Staromiejski leży rynek —
Z rana kramów jest terenem,
A wieczorem — katarynek.

Kamienice mieszczą w sobie
Wielce zacny świat mieszczański,
Zaś im nadał budowniczy
Styl gotycko-nadwiślański.

W każdym domu sklep na dole,
Każdy sklep ma swoje godło,
A na progu jest podkowa,
By się kupcom dobrze wiodło.

Jak są cztery świata strony,
Cztery rogi są w tym rynku;
Gwoli gardłom staromiejskim
Każdy z rogów ma po szynku.

II
Ledwie słońce przetrze oczy
I na stare zerknie mury,
W rynku siedzą już przekupki
I ładowne stoją fury.

Ta swój towar ma na wozie,
Ten się rozparł na kramiku —
(Wszyscy byli wprzód „na rożku”
Łyknąć „blaszkę” alembiku).

W tym rynku coraz ludniej,
Targ ożywi się pomału —
Kędy spojrzeć, pełno warzyw,
Mięsa, chleba i nabiału.

Woń surowizn, głosy kłótni
Na wietrzyka mkną podmuchu;
Słońce sypie blaski złote
Na ten obraz pełen ruchu.

III
Tłusty majster do warsztatu
Niesie w flaszce przedni trunek;
Że chłopakom nie dowierza,
Sam załatwił ten sprawunek.

Rozczochrany terminator,
Dziecko bruku od kolebki,
Jedzac „zalcka”, biegnie szybko
I podrzuca nogą trepki.

Pod szynkownią, cała w słońcu,
Hogartowska drzemie para —
Ona gruba i czerwona,
On wyżółkły gdyby mara.

Wśród gawiedzi ożywionej
Dziwnie chmurne błysły lica —
Łzy wstrzymując, do roboty
Idzie głodna wyrobnica.

IV
Przy kramiku z warzywami
Wre zacięta jakaś sprzeczka —
To z przekupką się targuje
Filuterna mężateczka.

I przekupce, i mężatce
Z ust potokiem słowa biegną…
Chce nowalią stolarzowa
Ufetować majstra swego.

Fury z drzewem strzeże chłopek
Ogłupiały w tym rwetesie,
Tuż emeryt wygolony
Dla kanarków siemię niesie.

Ze swym kupnem biedna wdowa
Do facjatki biegnie małej —
Trochę sera, trochę chleba
Dla drobiazgu na dzień cały…

V
Cichnie rynek staromiejski
I wyludnia się pomału,
Pustoszeją kramy warzyw,
Mięsa, bułek i nabiału.

I przekupki, i przekupnie
Znów „na rożek” dążą miły,
By ochrypłe zwilżyć gardła
I zwątlone wzmocnić siły.

Gdzieś pod murem dziad pieśń nuci
I do szynku tęsknie zerka,
Gdzieś popsuta katarynka
Gra mazura czy oberka.

Z okien domów staroświeckich
Warsztatowe płyną echa,
Złote słońce z jasnych niebios
Dobrodusznie się uśmiecha.

Czy wiesz że…?

Wysypisko na Starym Mieście

Góra Gnojna jest stromą skarpą znajdującą się na końcu ulicy Celnej od strony Wisły.

Do XVIII wieku pełniła rolę wysypiska śmieci

W wysypisku zakopywani byli po szyję ludzie chorzy na syfilis – wierzono, że ma to właściwości zdrowotne

Czy wiesz że…?

Mariensztat

*Prawdopodobnie nazwa pochodzi od imienia Marii „miasto Marii” (niem. Marienstadt ) gdyż miasto zostało założone przez Eustachego i Marię Potockich
*Mariensztat to jedno z najmniejszych osiedli Warszawy
*Jako osiedle oddano do użytku wraz z nową arterią komunikacyjną (trasą Wschód-Zachód) 22 lipca 1949 roku.
*Składa się z 23 kamieniczek o łącznej kubaturze 50 000 m², wzniesionych z cegły z rozbiórki zniszczonej Warszawy
*Przy budowie stropów użyto pierwsze w Polsce stropy DMS montowane z gruzobetonowych pustaków układanych pomiędzy żelbetowymi belkami.
*Przy Rynku Mariensztackim mieści się Pub Pod Baryłką – jest to jeden z warszawskich pubów z najdłuższą tradycją.
*Przez wiele lat (do chwili śmierci) mieszkał na Mariensztacie Andrzej Bogucki, aktor i piosenkarz.
*Kamienica Mariensztat 9 „gra” w serialu „Złotopolscy”
*Mariensztat pojawił się jako „główny bohater” filmu Leonarda Buczkowskiego Przygoda na Mariensztacie z 1954 roku, który kręcony był w naturalnych plenerach odbudowywanej Warszawy.

Bednarska

Istniejąca już w XV wieku ulica Bednarska obecną nazwę otrzymała przed rokiem 1743. Wcześniej nazywana była Gnojową, gdyż służyła głównie do wywozu nieczystości z miasta. W latach 1775 – 1864 ulica była ważną arterią komunikacyjną jako droga dojazdowa do mostu łyżwowego zwanego Mostem Ponińskiego. Jej ranga zmalała wraz z otwarciem nowego mostu przy ul. Nowy Zjazd. W roku 1944 zabudowa ulicy uległa uszkodzeniu, i mimo wcześniejszych planów odbudowy po roku 1949 przystąpiono do barbarzyńskich rozbiórek wypalonych domów, projektowanych przez takie sławy jak Szymon Bogumił Zug, Alfons Kropiwnicki, czy Fryderyk Albert Lessel. Odbudowano jedynie kilka domów, wprowadzając niepotrzebnie zmiany w ich wyglądzie. Luki wypełniła nowa zabudowa, nieźle zharmonizowana z historycznymi domami.

Kozia

Ulica powstała w XIV wieku jako połączenie Traktu Czerskiego, czyli obecnego Krakowskiego Przedmieścia i późniejszej ul. Senatorskiej. Jej otoczenie tworzyły zabudowania gospodarcze domów stojących wzdłuż Krakowskiego Przedmieścia. W początkach XVI w. zbudowano wzdłuż niej spichrze, zaś jej drugą stronę stanowił, istniejący do dziś, ogród Pałacu Prymasowskiego. Pod koniec XVIII w. przy Koziej znajdowały się oficyny domów stojących przy Krakowskim Przedmieściu, skrzydło Pałacu Prymasowskiego oraz trzy kamienice, z czego jedna bardzo obszerna.
Kozia była połączona z Krakowskim Przedmieściem na wysokości Resursy Obywatelskiej ulicą Krótką, która jednak została zamurowana w 1865 roku. W 1876 r. położono bruk, a około 1900 r. został on zamieniony na kamienną kostkę, która zachowała się do dziś. 10 sierpnia 1944 w Hotelu Saskim przy Koziej oddziały niemieckie rozstrzelały ponad stu mieszkańców okolicy. Upamiętnia to tablica umieszczona na budynku nr 5. Po powstaniu warszawskim ulica, podobnie jak okolica, została zniszczona. Została ona odbudowana w 1949. W 1944 roku ulica została doszczętnie zniszczona przez pożar, ale fasady prawie wszystkich budynków przetrwały. Odbudowano je w latach 1948-1949, a w latach 1949-1951 większość z nich rozebrano. W ich miejscu wystawiono kamieniczki.

W latach 1779-1785 została wzniesiona altana pałacu Prymasowskiego (nr 11) . Jej autorami są Efraim Schroeder i Szymon Bogumił Zug. Tam właśnie zostało umieszczone Muzeum Karykatury.

Chrystus cudowny u fary

Artur Oppman

Był raz sobie prawowity Mazur,
Bitny wojak z dziada i pradziada,
Gdy wróg Polsce pokazywał pazur,
On, bywało, na rumaka siada.

Goni w polu Turki i Tatary,
Oko w oko z poganem się zmierza, —
A że człek był staroświeckiej wiary,
Nigdy w bitwę nie szedł bez kaplerza.

Na kaplerzu, co lśnił z napierśnika,
Swe Dzieciątko tuli Boża Macierz,
Gdy w namiocie wojak się zamyka,
Przed kaplerzem odmawia swój pacierz.

Wzlata w niebo duszą chrześcijańską,
Zanim jutro skoczy w boje krwawe,
I wspomina Farę Świętojańską,
Stare Miasto i starą Warszawę.

Tam, gdzie domy stoją, jak w ordynku,
A każdemu jakiś znak dał snycerz,
W kamienicy „Pod niedźwiedziem” w Rynku
Owy dzielny przemieszkiwał rycerz.

Widać szarą wstęgę naszej Wisły
Z okien jego izdebki podniebnej,
To słoneczne blaski na niej błysły,
To ją księżyc opromienia srebrny.

Aż tu kiedyś, w wiosenne świtanie,
W pełnym kwiatów i piosenek maju,
W okna — trąbek uderzyło granie
I krzyk ludu: „Wojna! Turczyn w kraju!”

Co tu myśleć, mości panie, długo!
Dźwięczą szable, rżą bojowe konie;
Wojak wiernym był ojczyzny sługą,
Więc, jak inni, walczy w jej obronie.

Dni żołnierskich zmienne są koleje:
Sława błyśnie, kulka żebra zmaca,
To się dobrze rycerzowi dzieje,
To się szczęście od niego odwraca.

Pod srebrzystym chorągwianym ptakiem
W mnogich walkach mężnie się potyka,
Aż raz runął z rozciętym szyszakiem
I w tureckie poszedł, biedak, łyka!

Jakże ciężko w pogańskiej niewoli
Swobodnemu cierpieć Polakowi;
Jak to serce od pęt wrażych boli, —
Tego żadnym słowem nie wypowie!

Niechby raczej zabiły go kule,
Niż ma szarpać poniewierka taka;
Nad Bosforem, w dalekim Stambule,
W utrapieniu płyną dni wojaka.

Że Polacy do koni zwyczajni, —
Naród ziemian i naród wojaków, —
Służy Mazur przy sułtańskiej stajni
I arabskich pilnuje rumaków.

Konie ścigłe, jak wiatr, a rozumne,
A tak zwinne, jak panienka z tańca, —
O, mój Boże! daj, nim pójdę w trumnę,
Takim koniem zdeptać łeb pohańca!

Od świtania już na służbie swojej,
Co wojenkę na pamięć przywodzi,
Rycerz karmi, czyści je i poi,
Po podwórcu pałacowym wodzi.

A był jeden siwek między niemi,
Co, jak pies, się przypodobać umie,
Na grzbiet skoczysz — ledwo tyka ziemi
I, jak człowiek, głos ludzki rozumie.

Pędzą konie, co rano, aż dudni,
I co wieczór, gdzie je wojak poi,
A na placu przy stajennej studni,
Boże! Cóż to za figura stoi?

Aż się język w ustach onieśmiela!
Aż, jak lodem, krew się w żyłach ścina!
To Pan Jezus! To krzyż Zbawiciela!
Splugawiony ręką poganina!

Na znak wzgardy złe niewiernych dłonie,
Bijąc posąg ze złością przeklętą,
Do nóg Zbawcy przywiązują konie
I śmigają biczem przez twarz świętą.

Tak codziennie o świcie i zmroku
Czerń nad krzyżem znęca się szalenie,
Aż łzy, zda się, błyszczą w Bożem oku,
Aż pierś z drewna podnosi westchnienie.

Jakże płacze Mazur prawowity,
Pełny wiary rycerz chrześcijański,
Nad bluźnierstwem, co bluzga w błękity,
Nad Postaci pohańbieniem Pańskiej!

Tak codziennie o świcie i zmroku
Czerń nad krzyżem znęca się szalenie,
Aż łzy, zda się, błyszczą w Bożem oku,
Aż pierś z drewna podnosi westchnienie.

Niźli patrzeć na te krzywdy Boże,
Żywym ogniem wolałby się spalić,
Aż już dłużej znieść męki nie może —
I krzyż musi od wzgardy ocalić!

Więc, odziany łachmany nędznemi,
W noc, co blaskiem gwiazd złotych nie płonie,
Pod krzyż biegnie — wydziera go z ziemi —
I w głąb studni krzyż ciska: niech tonie!

Niech on raczej zgnije w czystej wodzie,
Niżby miał się wzdrygać od krzywd wielu,
O, Jezusie! Jużeś na swobodzie,
Jużeś teraz wolny, Zbawicielu!

Cicho, cicho niewolnik szczęśliwy
Na sen wraca — już nic go nie boli,
A wtem zarży arabski koń siwy,
Jego wierny przyjaciel w niewoli.

I natchnienie w myśl więźnia uderzy,
Do powrotu mu drogę wskazuje,
I arabczyk już bieży, już bieży,
Rozdął chrapy ogniste: step czuje!

Dzień po dzionku, przez kraje, przez obce,
Dzielny rumak, jak burza, przelata;
Aż graniczne widnieją już kopce
I znajomy, rodzinny kąt świata.

Twarz tu słońca, jak nigdzie, świetlana,
Kwiaty pachną, że tylko je zbierać!
To ojczyzna! to Polska kochana!
Gdzie żyć miło i miło umierać!

Siedzi wojak w starym domu, w Rynku,
Z okna izby na Wisłę pogląda,
O swym zbożnym wspomina uczynku
I krzyż tamten widzieć mu się żąda.

Noc mu owa przed oczyma stawa
I ucieczka z kraju tureckiego, —
Aż tu krzykiem zahuczy Warszawa
I ku Wiśle tłumy ludu biega.

Wyjdzie wojak z swojej kamienicy
I ku rzece przeciska się z trudem:
Tłum na Rynku, tłum w każdej ulicy
I pobrzeże wypełnione ludem.

Złotem słońcem goreją niebiosy
Nad Warszawą zatłoczoną ściśle,
Zewsząd słychać zadziwione głosy
I wołania: „Cud! cud! cud na Wiśle!”

A na Wiśle, w tej rannej godzinie,
W blaskach słońca błyszczący wspaniale,
Krzyż Chrystusów przeciw wodzie płynie —
I pokorne całują go fale.

Wyszedł biskup w pozłocistej szacie,
Sam pan burmistrz i dostojna Rada,
Dźwięczy miasto w dzwonów majestacie
I dzwonami z modrym niebem gada.

Setki łódek po rzece śmigają,
Lecz dopłynąć nie mogą do krzyża;
Już zbliżają się — widać — zbliżają,
I znów fala odepchnie je chyża.

Czas ucieka na miejskim zegarze,
Kończy słońce swój obieg powrotny,
Sił próbują najlepsi wioślarze —
A krzyż płynie i płynie samotny.

Krzyż z niewoli poznał żołnierz stary.
Na brzeg biegnie, łzy radosne leje,
I przyklęka przed biskupem z Fary
I powiada z Turecczyzny dzieje.

Więc mu biskup do łodzi siąść każe,
Sam z Najświętszym siada Sakramentem;
O toń biją wiosłami żeglarze
I już — już są przed Obliczem świętem.

A gdy wojak wyciągnął swe dłonie,
By Chrystusa przycisnąć do łona,
Krzyż ku jego pochylił się stronie
I padł w swego obrońcy ramiona.

Widać z lica, że odtąd na wieki
Chce być Jezus z tym grodem w przymierzu
I szept wionął, jak tchnienie, tak lekki:
„Błogosławię cię, polski rycerzu…”.

W całym mieście grają wszystkie dzwony,
Wszyscy ludzie weseli i radzi
I w triumfie naród zgromadzony
Krzyż Cudowny do Fary prowadzi.

Szumią z wiatrem cechowe sztandary,
Lśniąc, jak kwiaty, kolorami wiosny,
A Chrystusa niesie wojak stary,
Taki dumny i taki radosny!

I w kaplicy osobnej, w świątyni,
Co pamięta pierwsze grodu lata,
Mnogie cuda warszawianom czyni
Krzyż z figurą Zbawiciela świata.

My na Jego opiekę się zdajem,
Nic nam wrogi i nic nam złe mary,
Póki czuwa nad miastem, nad krajem
Nasz Pan Jezus Cudowny u Fary!


Biała Dama – Artura Oppana

Artur Oppman

Stanisław August siadł na tronie,
Głośne mu „Wiwat” lud wykrzyka,
I miecz Batorych ujął w dłonie,
Lecz to nie dłonie wojownika.

Nie do pancerza pierś królewska,
Ani do hełmu białe czoło, —
A tu się chmurzy toń niebieska
I groźne wichry szumią wkoło.

Czyha na Polską cudzoziemiec,
Słabnie potęga ojców stara,
W Rzeczpospolitej Moskal, Niemiec
Rządzi się właśnie, jak gęś szara.

Wprowadza wojska swoje wraże,
Wolność narodu pcha w mogiłę, —
Niech Polak słucha, gdy on każe,
Za nic mu prawo, — on ma siłę

Stanisław August krzewi sztuki
I o oświatę dba narodu,
Ale kraj szarpią, jakby kruki,
Sąsiedzi z wschodu i zachodu.

Nie ma kto wydać hasła boju,
Z „Bogarodzicą” grzmiącą w nieba, —
Taki król dobry w czas pokoju,
Teraz Sobieskich Polsce trzeba.

Z nim by poleciał lotem ptaka
Nasz orzeł w polu purpurowym,
Znów pod Grunwaldem zgnieść Prusaka,
Na łeb Moskala bić pod Pskowem!

Lecz dobrze wiedzą źli sąsiedzi:
Król Jan w katedrze śpi krakowskiej,
A na warszawskim Zamku siedzi
Stanisław August Poniatowski.

Król Staś w komnacie swej bogatej
Coś tam rozważa, coś tam myśli:
Może mu śnią się sławy kwiaty,
Lub plan „Łazienek” nowych kreśli.

A tu zawzięte wrogi nasze
Ojczyznę dwakroć już rozdarły;
Huczą armaty, lśnią pałasze,
I dzwon grzmi Polsce, jak umarłej.

Kościuszko wzywa, by rwać pęta,
A z nim najlepsze w kraju męże —
I wzwyż przysięga leci święta:
„Albo polegnę, lub zwyciężę!”

Lecz po Racławic bitwie chwackiej
Znowu się sypią klęski krwawe —
I wojsk carowej tłum żołdacki
Wiedzie Suwarów na Warszawę.

Na krwią zbroczonych Pragi wałach
Wre bój zacięty, bój ostatni,
Mrą kanoniery przy swych działach,
Ginie walecznych hufiec bratni.

Mężny Jasiński, Korsak dzielny
Już legli — męże wiekopomni! —
Nigdy ich sławy nieśmiertelnej
Wdzięczna ojczyzna nie zapomni!

Suwarów z setki armat wali,
Napiera podłych zbirów zgrają, —
I lecą kule dalej, dalej,
W królewski Zamek uderzają.

Zda się, mur Zamku się rozrywa,
Zda się, dygoce ziemia sama…
Król Staś padł w fotel, twarz zakrywa:
Stanęła przed nim — Biała Dama.

Na piersiach ranę ma czerwoną,
Z której koralem krew się broczy,
I tak żałośnie drży jej łono,
I tak się łzami srebrzą oczy.

Z gorzkim wyrzutem patrzy w króla,
A jemu serce mrze od trwogi, —
„Tam — szepce widmo — Moskal hula,
Po moich synach depcą wrogi!

We krwi się pławi ma kraina
I w każdem sercu tyle bólu!
Czyjaż to wina? Czyja wina?
Uderz się w piersi, słaby królu!

Mój naród w pęta dziś okuty,
Gdzie spojrzeć — rozpacz, łza i blizna;
Iluż to trzeba lat pokuty,
By wolną była znów Ojczyzna!…”

Polska w niewoli byt swój wlecze,
Trzech ją tyranów uciemiężą,
Rdzewieją w pochwach stare miecze —
I niema pola dla oręża.

Ale się naród nie upodli
I łzę ukrywa, co z ócz ścieka,
Obój się z wrogiem co dzień modli
I na wolności jutrznię czeka.

A każdy poryw ku swobodzie,
Krwią bohaterów okupiony,
Skraca twej męki czas, narodzie,
Zbliża odrodzin świt wyśniony.

A gdy już zda się, zmartwychwstaje
Słońce wielkości, gloria chwały, —
W warszawskim Zamku w oknie staje
Urocze widmo Damy Białej.

Zapchany ludem plac Zamkowy,
A wszyscy patrzą w stronę Wisły,
Dumnie wzniesione wolnych głowy,
Bo się kajdany w proch rozprysły.

A tam od mostu pieśni biegą,
Ach, nasze pieśni to bojowe! —
I obok Zamku warszawskiego
Przeciąga wojsko narodowe

Jeden za drugim hufiec zbrojny,
Piechota, jazda, równym szykiem,
W mury stolicy wraca z wojny,
Z wojny zwycięskiej z bolszewikiem!

Serca w takt biją, wzrok się łzawi,
I triumfalna stoi brama, —
A z okna Zamku błogosławi
Zwycięskim pułkom — Biała Dama!…

Mariensztat

Mariensztat przylega od południa do Starego Miasta, leżąc u stóp Zamku Królewskiego, od którego jest jednak oddzielony nasypem prowadzącym na most Śląsko-Dąbrowski. Jest to jedno z najmniejszych osiedli Warszawy oddane do użytku wraz z nową arterią komunikacyjną (trasą Wschód-Zachód) 22 lipca 1949 roku.
Było to także pierwsze warszawskie osiedle zbudowane po II wojnie światowej na miejscu doszczętnie zniszczonego w powstaniu warszawskim, przedwojennego Mariensztatu. Zachowano częściowo fasadyniektórych domów, projektując jednak inne, choć na owe czasy nowoczesne wnętrza. Mariensztat składa się z 23 kamieniczek, wzniesionych z cegły z rozbiórki zniszczonej Warszawy.
Osiedle posiada zrównoważoną, niewysoką zabudowę i dużo zieleni. W niczym nie przypomina jednak ani charakteru, ani zabudowy istniejącej w tym miejscu do II wojny światowej.
Na samym początku Mariensztat był jurydyką, założoną przez Eustachego i Marię Potockich w1762 roku. Prawdopodobnie nazwa pochodzi od imienia Marii „miasto Marii” (niem. Marienstadt ). Jurydyka położona była na terenie powstałym po przesunięciu się Wisły, na tyłach ogrodów bernardynów i Radziwiłłów. Teren miasteczka obejmował rynek z ratuszem oraz 8 ulic, w tym cztery brukowane, natomiast większość zabudowy była drewniana. W 1780 roku jurydyka została odkupiona przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, który nadał jej prawa miejskie, a w 1781 roku został połączony z jurydyką Stanisławów. W 1784 roku król podarował obie jurydyki Starej Warszawie w zamian za tereny na Solcu położone obok akurat powstających Łazienek.
Współczesny Mariensztat to pierwsze powojenne osiedle mieszkaniowe, zaprojektowane przez Zygmunta Stępińskiego oraz Józefa Sigalina. Jego zabudowa w niewielkim tylko stopniu przypomina ten przedwojenny. Niskie kamieniczki nawiązujące do architektury XVIII wieku w rzeczywistości są blokami o niewielkich mieszkaniach. Niektóre bloki budowano bijąc rekordy szybkości, zaledwie w kilka dni, co odbiło się na nie najlepszej jakości murów. Osiedle oddano do użytku 22 lipca 1949 roku, wraz z trasą W-Z.

źródła: Wikipedia, WarszawaWikia

grafiki : Piaskarze – obraz Aleksandra Gierymskiego przedstawiający wybrzeże Wisły w rejonie Mariensztatu ok. 1880, Warsaw Mariensztat Warsaw St. Mariensztat

Schody ruchome przy Trasie W-Z

Schody ruchome przy trasie W-Z są pierwszymi schodami ruchomymi jakie powstały w Polsce, oczywiście jak na tamte czasy całość była produkcji radzieckiej. Schody miały trzy ciągi komunikacyjne o długości 30 metrów każdy. Przepustowość wynosiła ok 10 000 osób na godzinę. Schody woziły ludzi na wysokość 12 metrów. Całością sterowała maszynownia która ważyła 150 ton i zajmowała prawie całe podziemie kamienicy Nowickiego zwanej także Kamienicą Johna.
30.06.1997 roku schody zostały zamknięte, po awarii ostatniego z ciągów komunikacyjnych ( dwa pierwsze nie działały już od dłuższego czasu, i jedynie pobierano z nich części zamienne konieczne do utrzymania ruchu w ostatnim działającym)
W 2005 roku przeprowadzono remont kapitalny schodów. Zamiast trzech ciągów komunikacyjnych uruchomiono dwa całkowicie nowe , oraz przeźroczystą windę dla osób niepełnosprawnych. Dzisiejsze schody są produkcji niemieckiej , posiadają aluminiowe balustrady (poprzednie miały drewniane pokryte fornirem) a długość każdego ciągu wynosi 28m ( czyli skrócono je o 2 metry, co sprawiło że teraz są bardziej strome). Cześć starej radzieckiej aparatury oddano do Muzeum Techniki a część zezłomowano. Dzisiejsza aparatura waży dziesięć razy mniej niż pierwotna bo „zaledwie” 15 ton.
W piwnicach kamienicy, gdzie dotychczas mieściła się stupięćdziesięciotonowa maszynownia starych schodów, umieszczono bezpłatne toalety (w tym jedna przystosowana dla potrzeb inwalidów) i lokal usługowy, przy jednej ze ścian natomiast stanęła jedyna pamiątka po radzieckiej aparaturze – pulpit sterowniczy z rzucającymi się w oczy mosiężnymi napisami „ВВОДЫ”, „ЭСКАЛАТОР N1”, „ЭСКАЛАТОР N2” i „ЭСКАЛАТОР N3”.
Oficjalne otwarcie wyremontowanych schodów ruchomych miało miejsce 21 lipca 2005.

więcej o schodach ruchomych przy TRASIE W-Z można poczytać TUTAJ—>>>